Menu

Niedokończona codzienność

Nie jestem książką. Nie żywię się słowami

Podsumowanie roku.

troolove

Cześć. Mam wrażenie, że już jakiś czas się spotykamy. Tutaj w tym małym pokoiku psychiatry, w którym udowadniam Tobie jak bardzo można wniknąć w czyjeś myśli. Gdzie udowadnia się, że nie ma niczego niemożliwego, wszystko da się znieść i po wszystkim powstać. Gdzie najsmutniejsze jest to, że te wszystkie działania podawane są wciąż na moim przykładzie. na przykładzie mojej historii. Spotykamy się zapewne też gdzieś na co dzień. Nieświadomie mijając się jak nieznajomi sobie ludzie nie zdając sobie sprawy jak dużo o sobie wiemy wzajemnie. Świadomie, gdy wiemy kim jesteśmy, jak ważni jesteśmy we wzajemnych życiach. A potem? Spoglądamy sobie w oczy wśród codziennych czynności i dostrzegamy ukryty ten ból. Chowany przed całym światem. A może spotkaliśmy się tylko raz w życiu? Przelotnie, stojąc obok siebie w kolejce w sklepie, minęliśmy pośpiesznie na pasach? A może nie spotkaliśmy się nigdy i do tego nigdy nie dojdzie, tak jak nigdy nie nadejdzie jutro? Tego nawet ja nie wiem, choć jestem Bogiem tego świata. To nie istotne gdzie nasze światy się połączą. Istotne kim dla siebie jesteśmy w danej chwili. 

Cześć. Jeszcze raz. Rok obecny jak i pierwszy mojej historii dobiega powoli końca. Kolejny dzięki, któremu jestem już na tym świecie 8030 dni. Dużo jak dla mnie. Mam na swoim koncie jeden cud życia, wraz z którym pokazaliśmy całemu światu, że damy rade żyć same, na własną rękę. Pokazałam to chyba najbardziej kobiecie, która mnie stworzyła. Rodzicielce Boga. Choć namawiałam ją wiele razy aby poznała tą treść dla niej zawsze to było błahe, dziecinne. Na wszystko co chciałam jej zaprezentować zawsze miała wytłumaczenie, swoje, poparte jakimiś wierzeniami i historiami. Poznałam też bardziej mój Tajemniczy Ogród. Zawsze chciałam tylko uchylić drzwiczki ogrodu by uciec na chwilę a zostawałam dniami, miesiącami, tonąc wśród bogato rozsianych gatunków używek. Uciekając, szukając sztucznego źródła bezpieczeństwa. Zagłuszając myśli, ciało, wspomnienia, świadomość. Okrywając to wszystko czarna żałobną płachtą bo do tego to wszystko prowadzi. Wypiękniłam swoje ciało kolejnymi już blado-różowymi pręgami. Bo wcześniej były mokre od płynącej krwi, ukazujące anatomiczne wnętrze mnie. bolące i sprawiające wrażenie, że to ta ostateczna. Teraz zdobi moje ciało, najpiękniej prezentując się latem, gdy słońce nie opala tylko ich. Pozostawiając chłodny odcień blizn przyciąga uwagę spragnionych. Odważyłam się pokochać, całym sercem. Szaleńczo, byle by w końcu nadeszło jutro. Znów nie jest mi to dane a ja się czuję jakby przeszłość stała się snem. Dłuższym, w którym odczucia i doznania są wyraźniejsze. Ale ja już się obudziłam i mimo, że wciąż trwam w łóżku nie wrócę już nigdy do tego snu.  Wykończyłam Aibisa, sprawiając, że uciekł gdzieś daleko pozostawiając mnie samą. Bym znów bezbronna przywitała paranoje, strach, ataki i zmory nocnych koszmarów. Zapętliłam schemat własnego życia. To chyba wszystko co udało mi się osiągnąć w tym roku. O ile to nie kolejny sen, o ile zaraz się nie skończy uświadamiając mnie, że jestem martwa. 

© Niedokończona codzienność
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci