Menu

Niedokończona codzienność

Nie jestem książką. Nie żywię się słowami

Samozagłada.

troolove

W chwilach gdy wszystkie elementy Tajemniczego Ogrodu nie płyną w mojej krwi, w moim umyśle, w każdym aspekcie mojego ciała lubię usiąść i przemyśleć na trzeźwo całą aktualną sytuacje samej mnie. Nie są to miłe myśli. Są brutalne i często krzywdzące samą mnie. Siadam i analizuję całą siebie, to co robię i jak bardzo podatna jestem na innych. Jak bardzo próbuję zmieniać samą siebie w zamian za sztuczną akceptację. Skąd wiem, że sztuczną? Da się to wyczuć jak poranny zapach rosy. Bo nie robię tak naprawdę nic dla samej siebie. Nie chce już tak. Nie chce już być na najniższym szczeblu. Z czystą świadomością, małymi kroczkami bo one są najgorsze upadałam znów na dno. Zapadałam się w mule własnych porażek by spokojnie ulokować sobie miejsce gdzie jestem, towarzyszką, ozdobą, kimś kto zrobi dla drugiej osoby wszystko bez wzajemności. Całe moje cholerne życie sprowadza się do tego abym pięknie się prezentowała, rozkładała nogi, słuchała. Choć czasem nawet gdy robię to co chcą inny dostaję za to srogi ból. Głęboki, potrafiący przebić każdy pancerz. Jest silny i jednocześnie mały. Potrafiący schować się wszędzie. W słowie albo raczej ich braku, w dźwięku albo raczej jej ciszy, w gestach a raczej obojętności. To śmieszne gdy kontrasty nakładają się na siebie tworząc jedność. Hybrydę. To wewnętrzna broń każdego z nas prowadząca do samozagłady. Może to już ten najlepszy moment? Może to już czas? Sprawdzę to wszystko dziś tworząc kolejne krwistoczerwone zdobienia na moim ciele. W kontraście samozagłady, który mnie otacza. W kontraście chłodnego ostrza i ciepłej, przyjemnie rozpływającej się krwi.

Bo jedyną rzeczą w tym popieprzonym świecie jest decyzja, kiedy zrobię coś o raz za dużo. 

© Niedokończona codzienność
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci