Menu

Niedokończona codzienność

Nie jestem książką. Nie żywię się słowami

Wierna żona.

troolove

Zawsze czułam się jak wierna żona. Bo czekałam. Czekałam na kobiety i mężczyzn. Czekałam krótko i latami. Czekałam zawsze aż oni unormują swoje życie by znalazło się tam miejsce dla mnie. I dopiero po czasie zawsze uświadamiałam sobie, że nie było warto. Bo jedyną nagrodą jaką zawsze dostawałam było "Dzięki, że czekałaś". A potem? Znikali po cichu, rozpływali się w kolejnych dniach. I wtedy właśnie docierało do mnie, że wcale nie byłam nagrodą za ich zmianę a tylko motywacją. Oni wstawali każdego dnia z myślą "zrobię to bo ktoś czeka na ten czyn" a ja? Myślałam "Jeszcze X czasu i wszystko będzie dobrze, będzie już przy mnie i będziemy szczęśliwi". Wzajemnie łykaliśmy własne kłamstwa by wszystko nagle przestało mieć znaczenie. Po tym wszystkim układali sobie nowe i szczęśliwe życie, w którym z roli żony spadłam do kochanki. A ja dalej przysłowiowo ściągałam pajęczyny z drugiej strony łóżka. To trochę śmieszne, bo większość ludzi korzystała by z życia jak najlepiej wiedząc, że potem wszystko się zmieni. Ja czekałam wiernie. Bo nie należy być wiernym tylko gdy wasze życia zejdą w jedno. Teraz też czekam. Teraz znów jestem wierną żoną. Choć jestem już bardziej dorosła. Choć powinnam myśleć inaczej. Jednak coś mnie popycha w tym kierunku aby udowodnić wszystko co jest we mnie. Bo wiem, że wszystko może znów skończyć się tak samo ale nie musi. Bo tu czuję, że czekamy oboje. Stawiam wszystko na jedną kartę. I niech tą kartą będzie As. Bo stawiam w ciemno. I nie czuję strachu czekania, czuję strach spotkania. Jeżeli do niego dojdzie....

© Niedokończona codzienność
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci