Menu

Niedokończona codzienność

Nie jestem książką. Nie żywię się słowami

Ciężkość maski.

troolove

Wszystko ma swoją wagę. Nawet niewinny motyl, który delikatnie osiada na twoim ramieniu ma swoją wagę. Wiem doskonale, że ty go nie czujesz ale nie tylko ty jesteś na tym świecie. Ktoś inny poczuje delikatny ucisk, dla kogoś będzie to wielki ciężar. Nawet rzeczy niematerialne mają swoją wagę. One mają największy ciężar. Osiadają wewnętrznie na Tobie sprawiając ucisk, duchotę, dezorientację. Ubieram maskę o wdzięcznym tytule "wszystko jest dobrze". Choć sama wiem, że w tej chwili najbardziej okłamuję samą siebie. Znów. Cóż nigdy się tego nie oduczę. Jestem bezwartościowym człowiekiem wiecznie chowającym się pod różnymi maskami. Gdyby były prawdziwe wszystkie były by "jest dobrze". Jak dziwne uczucie gdy wieczorem zdejmuję ją, zmywam jeszcze wczorajszy makijaż i widzę zupełnie obcą sobie osobę. Pełną win, tego co w życiu mi nie wychodzi i nie wyszło. Czasem mam wrażenie, że jestem nikim. Jestem nawet chujową matką bo nie umiem zapewnić mojemu sensowi życia wszystkiego co potrzebuje. Widzę jak cierpi i jednocześnie nic nie mogę z tym zrobić. Widzę ból w oczach, widzę też ból w swoich oczach. Widzę jak wszystko zanika bądź znów stacza się na sam dół. Chciałabym tak bardzo się poddać, jednak jakaś część mnie ciągle ma ochotę walczyć. Nie mam już pojęcia czemu i o co. Wszystko się zakończyło. Jestem znów na starcie. Nogi mam związane, słyszę sygnał startu jednak nie mogę biec. Przegrywam nawet wyścig z samą sobą. Przegrywam każdą grę życia, którą rozpoczynam. Przegrywam i przegram w ten sam sposób w jaki zaczynałam pisać. 

© Niedokończona codzienność
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci